Neuroróżnorodność, a doświadczenie mistyczne

W naszych intelektualnych poszukiwaniach często popełniamy ten sam błąd: marnotrawimy swój cenny czas na dialektyczne potyczki z osobami wyznającymi jakąś religię lub ideologię, wierząc, że siła naszych argumentów zdolna jest przebić pancerz ich wiary. Istnieje jednak istotna neurologiczna przyczyna, dla której te starania spełzają na niczym.

Religia lub ideologia to dla wielu z nas nie tylko zbiór abstrakcyjnych przekonań, lecz system zarządzania strachem, emocjonalne schronienie, przytulny kocyk, pod którym się kryjemy, gdy wokoło pojawiają się potwory. Kwestionując czyjąś wiarę, rzucamy wyzwanie strukturze, którą nazywamy „umysłem wyznawcy”. Zgodnie z przewrotną definicją Mułły Do-piazzy: Wyznawca to ten, kto uwierzy we wszystko, tylko nie w to, w co powinien.

Atak na czyjeś dogmaty wywołuje instynktowną reakcję obronną. Umysł wyznawcy jest w swej istocie skrajnie zachowawczy. Nasi rozmówcy nie odpowiadają na siłę naszych argumentów, lecz na paraliżujący strach, sterowany przez niedojrzałe nafs, tę część naszego „ja”, która karmi się lękiem, wstydem i żądzą. Z perspektywy neuronauki, gdy dogmat, w który wierzymy jest zagrożony, następuje silna aktywacja ciała migdałowatego, co dosłownie „wyłącza” korę przedczołową odpowiedzialną za logiczne myślenie.

Warto tu przywołać mądrość Hazrata Inayata Khana: Nie należy nikomu mówić rzeczy, do zrozumienia których nie ma zasobów, ponieważ zamiast takiej osobie pomagać, tylko się ją zniechęca. Gdy brakuje zasobów poznawczych do zmierzenia się z nową informacją, najbardziej logiczny argument odbierany jest jako atak na naszą autonomię.

Człowiek uwarunkowany, by wierzyć zamiast poszukiwać, nie posługuje się umysłem, lecz pamięcią. Recytuje zapamiętane pisma, powtarza kazania słyszane w dzieciństwie, odtwarza narracje narzucone przez „autorytety”. Prowadzimy wówczas dialog z dziedzicznym strachem, pokoleniową traumą. W tej przestrzeni nie ma miejsca na ciekawość czy nowe idee. Wiara zajęła miejsce myślenia. Zauważamy wówczas fundamentalną różnicę: my doświadczamy wolności, oni zaś tkwią w pętach. Nasze słowa płyną z wewnętrznego doświadczenia, ich to zbiór nakazów, zakazów i cudzych oczekiwań. Nasza świadomość jest dynamiczna, ich dogmat statyczny. Umysł wyznawcy nie słyszy naszych argumentów, słyszy jedynie zapowiedź straty. To go przeraża. W efekcie zamknie się w sobie, zaatakuje lub ucieknie. To nie nasza wina, lecz lęku, który ma nad nim władzę.

Umysł wyznawcy jest nierozerwalnie związany z dominacją przetwarzania odgórnego (od ogółu do szczegółu). Jest to sposób myślenia typowy dla osób neurotypowych, polegający na tworzeniu najpierw „szerszego obrazu” lub teorii, a następnie dopasowywaniu do nich szczegółów. Ten model jest wszechobecny w systemie edukacji, zwłaszcza akademickiej. Od projektów w szkole średniej po konspekty rozpraw doktorskich, system wymusza podejście dedukcyjne: „najpierw stwórz zarys (dogmat), potem szukaj dowodów”. Dla osób neurotypowych jest to proces wydajny, lecz mało innowacyjny, gdyż z góry zakłada wynik poszukiwań. W sferze duchowej umysł wyznawcy „wie”, ponieważ opiera się na narzuconym odgórnie schemacie.

Zupełnie inaczej wygląda świat osób neuroróżnorodnych, zwłaszcza autystycznych, u których dominuje przetwarzanie oddolne (od szczegółu do ogółu). Zamiast zaczynać od gotowej tezy, zbierają one ogromne ilości surowych danych, faktów i obserwacji, z których dopiero z czasem wyłania się wzorzec i zupełnie nowa idea. Jest to podejście indukcyjne, mistyczne w swej naturze. Sufi obrazują tę różnicę metaforą nektaru. Osoba będąca wyznawcą mówi, że wie jak smakuje nektar, choć nigdy go nie spróbowała. Zadowala się świadectwem innych. Mistyk, natomiast musi osobiście skosztować nektaru, by poznać jego smak. Na pytanie: „czy wierzysz w Boga?”, sufi odpowie: „nie wierzę w Boga, ja go doświadczam”.

Dla osób neuroróżnorodnych wymóg, by napisać plan pracy przed zebraniem kompletu danych, jest poznawczym absurdem. To tak, jakby prosić o narysowanie mapy jeszcze nieodkrytego kontynentu. Osoby te wykonują ogrom pracy, by spełnić neurotypowe standardy „wykazania się wiedzą”, która dla nich jest realna dopiero po fakcie doświadczenia.

Prawda jest dostępna dla tych osób, które są gotowe na bezpośrednie doświadczenie. Dogmaty szantażują nas widmem kary lub wizją nagrody. Powinniśmy dążyć do czystego poznania, wolnego od tego szantażu. Pięknie ujęła to mistyczka Rabia z Basry, której wiersz przytaczam w przekładzie Macieja Wieloboba:

W jednej ręce niosę pochodnię,
A w drugiej wiadro wody:
Planuję podpalić niebo
I zgasić piekielne płomienie,
Aby podróżnicy do Boga mogli rozerwać zasłony
I zobaczyć prawdziwy cel.