Turkusowe kłamstwo

Tyrania kręgu i pełnia wyzysku

Współczesne koncepcje zarządzania i organizacji pracy desperacko poszukują remedium na postępującą apatię i poczucie alienacji zatrudnionych osób. Wprowadzane są nowe modele, takie jak modne turkusowe zarządzanie. Składają one obietnicę odnalezienia sensu i odzyskania wolności. Tak naprawdę nic się jednak nie zmienia. Aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje, należy wyjść poza kolorowe schematy organizacyjne, które z piramid przekształciły się w kręgi. Problem nie leży bowiem w samej strukturze organizacyjnej i przyjętym modelu zarządzania. Jego korzenie sięgają głęboko w naturę pracy, która tak skolonizowała nasze życie, że uważamy ją za oś świata. Jednak praca to nie Yggdrasil, drzewo życia z nordyckiej mitologii, będące filarem wspierającym całość stworzenia. Praca w kapitalizmie to systemowy mechanizm przekształcający osoby w zasoby.

Turkusowe zarządzanie to obecnie najmodniejszy model organizacyjny z entuzjazmem wprowadzany tak w korporacjach, jak i instytucjach kultury, czy organizacjach pozarządowych. Opiera się na trzech filarach: celu ewolucyjnym, samozarządzaniu i pełni człowieczeństwa. Turkus składa obietnicę zorganizowania pracy zespołowej w taki sposób, aby dawała każdemu poczucie sensu, pozwalała na rozwój oraz oferowała przestrzeń dla kreatywności i innowacyjności.

David Graeber zauważył, że kapitalizm ma niezwykłą zdolność do absorbowania krytyki. Gdy zaczęliśmy głośno krytykować bezduszny hierarchiczny model zarządzania, kapitalizm odpowiedział turkusem. Praca została przekształcona w powołanie, które ma doprowadzić do realizacji celu ewolucyjnego, czyli tego do czego dążymy jako zespół. To nadanie organizacji cech metafizycznych. Praca staje się kultem, a miejsce pracy jego świątynią.

Złota klatka

Samozarządzanie prowadzi do powstania ukrytej hierarchii opartej na cechach osobniczych połączonej z tyranią większości. Teoretycznie każda osoba ma wpływ na decyzje, ale i tak dominują najbardziej charyzmatyczne (lub najgłośniejsze) jednostki lub te o największym kapitale kulturowym, po prostu lubiane. To jest ta sama dynamika, która panuje w szkolnych grupach rówieśniczych. W takiej sytuacji wyrażenie odmiennego zdania lub odmowa wykonania bezsensownego zadania to nie tylko bunt wobec szefa, to uderzenie w grupę – zdrada! 

Bycie pod ciągłą obserwacją grupy, analizowanie siebie oraz innych w kontekście realizowania kolejnych zadań na drodze do „celu ewolucyjnego“, przypomina panoptikon, w którym nieustannie podlegamy obserwacji i analizie. To także olbrzymi wysiłek emocjonalny polegający na konieczności ciągłego interpretowania intencji innych osób. Jest to zatem model zarządzania, w którym niewolnik staje się swoim własnym nadzorcą, a rozproszenie odpowiedzialności na zespół to tak naprawdę wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej. To mechanizm, w którym zespół bierze na siebie ryzyko i błędy, za które wcześniej odpowiadał zarząd, ale bez benefitów mu przysługujących.

Pełnia człowieczeństwa, którą mamy osiągnąć poprzez wyrażenie siebie jako części organizacji, to zatarcie granicy pomiędzy osobą, a zasobem. W turkusie nasze hobby, lęki i pasje są paliwem dla firmy. To kolonizacja prywatności, system zacierający granicę między pracą a zabawą tylko po to, byśmy nigdy nie przestawali pracować. Odpowiedzialność za wszelkie napięcia i konflikty jest w tym modelu zindywidualizowana. Problemem nie jest system, lecz nasza nieumiejętność dostosowania się do panującej w firmie kultury organizacyjnej. 

Faster Harder Scooter

Turkusowe zarządzanie jest atrakcyjne ponieważ zaspokaja głód autentyczności. Ludzie tak bardzo chcą czuć, że ich praca ma sens, że chwycą się „celu ewolucyjnego” jak tonący brzytwy. Turkusowe zarządzanie nie usuwa fundamentalnego problemu: praca pozostaje pracą, aktywnością wykonywaną pod presją ekonomiczną, a nie z wewnętrznej potrzeby działania. Jest przeciwieństwem zabawy. Kreatywność jest funkcją zabawy. To bawiąc się, czyli działając dla samego działania, możemy dać upust naszej kreatywności. Praca, która nie jest zabawą, z definicji nie może być kreatywna. 

Kapitalizm złożył obietnicę: konkurencja rodzi innowację. Kreatywność jest fundamentem innowacji. Tymczasem na rynku mamy kilkadziesiąt różnych SUVów, które są w zasadzie takie same, tak z wyglądu jak i technicznie. To samo dotyczy oferty sieciowych restauracji, dyskontów, placówek edukacyjnych, galerii sztuki i sal koncertowych. Innowacja w gospodarce rynkowej to maksymalizacja zysku poprzez ciągłe dostarczanie tej samej rzeczy tylko w wersji „Faster Harder Scooter”. Jak w refrenie wykrzyczanym w hitowym utworze grupy, która jest świetnym przykładem takiej kapitalistycznej innowacji w muzyce.

Egzystencjalny szantaż

Niezależnie od koloru struktury zarządzania, praca w kapitalizmie nie jest dobrowolnym wyborem, lecz formą ukrytego przymusu. System pracy przymusowej nie zniknął wraz z feudalizmem i rozwojem gospodarki rynkowej. Jeśli alternatywą jest bezdomność, głód i wykluczenie społeczne to praca nie jest wolnym kontraktem, a szantażem. Presja ekonomiczna to mechanizm, w którym dostęp do podstawowych środków do życia jest uzależniony od poddania się hierarchii i sprzedaży swojego czasu. 

Obietnica rozwoju technologicznego brzmiała, że przestaniemy wykonywać najbardziej nudne i bezsensowne prace. Tymczasem technologia idzie do przodu, a my pracujemy tyle samo. Presja ekonomiczna przekształciła się w moralny imperatyw: zasługujesz na przeżycie, jeżeli pracujesz, nawet jeżeli twoja praca nie wnosi nic do społeczeństwa. Presja ekonomiczna staje się więc przymusem kulturowym, a świadomość wykonywania bezsensownej pracy przy jednoczesnym poczuciu przymusu jej utrzymania jest formą głębokiej przemocy psychicznej. Presja ta sprawia, że wolimy wykonywać nawet najbardziej bezsensowne zadania niż pozwolić sobie na czas wolny. Czas ludzkiego życia jest kluczowym zasobem i jedynym dobrem nieodnawialnym. Z tego powodu czas jest najbardziej pożądanym i kontrolowanym aspektem ludzkiego życia.

Niewolnictwo 2.0

Stymulowanie konsumpcji mające na celu maksymalizację zysków jest osią neoliberalnej konstrukcji gospodarki wolnorynkowej. Konsumpcja prywatna oscyluje w okolicach dwóch trzecich wartości wszystkich wytwarzanych dóbr i usług. Napędzana jest kredytem. Aby pieniądz krążył, a odsetki były spłacane, gospodarka musi rosnąć. W tej sytuacji bardzo szybko doszliśmy do momentu, w którym podaż przewyższa popyt. Reakcja systemu jest trojaka. Z jednej strony kreowanie sztucznych potrzeb za pomocą narzędzi marketingowych opierających się głównie na kształtowaniu statusowych wzorców kulturowych. Z drugiej strony planowane postarzanie produktów realizowane poprzez celowe wytwarzanie produktów o małej trwałości, nienaprawialnych lub niekompatybilnych z wcześniejszymi rozwiązaniami. Jest jeszcze trzecia droga, stymulacja konsumpcji poprzez regulacje prawne i wszelkiego rodzaju normy, najczęściej niestety wprowadzane pod płaszczykiem ekologii, by zmusić nas do wymiany całkiem sprawnych urządzeń na nowe.

Dług jest ekonomicznym łańcuchem, który współtworzy niewolniczy charakter współczesnej koncepcji pracy. Co gorsze, presja ekonomiczna nie kończy się po wyjściu z zakładu pracy. Dzięki zadłużeniu i prekaryzacji prowadzących do braku stabilności, każda pracująca osoba jest pod presją ekonomiczną dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Presja staje się wewnętrznym głosem, który mówi nam, że czas wolny to lenistwo, że miernikiem naszej wartości jest produktywność, która daje się ująć w bilansie zysków i strat, tym najprostszym, żeby nie powiedzieć: prostackim, sposobie opisywania rzeczywistości.

Wyzwolenie

Dopóki nie zakwestionujemy samej ontologii pracy, wszelkie innowacje w modelach zarządzania pozostaną jedynie zabiegiem estetycznym. Przejście od feudalnej piramidy do turkusowego kręgu nie niweluje przemocowego charakteru relacji, w której czas życia zostaje sprowadzony do towaru wymienianego za przetrwanie. Utrzymywanie iluzji wolności i kreatywności w ramach struktury opartej na pracy pod przymusem ekonomicznym jest kłamstwem. Dopóki produktywność będzie definiować naszą godność, a czas wolny będzie postrzegany jako defekt tej produktywności, będziemy tkwić w mechanizmie, który pod płaszczem nowoczesności i autentyczności, systemowo kolonizuje naszą podmiotowość. Wyzwolenie nie przyjdzie z kolejnym modelem organizacyjnym, lecz wraz z zamianą pracy w zabawę i istnieniem poza bilansem zysków i strat.