Czas lwa

Patrząc na zamieszki w USA, pokojowe protesty w Europie pacyfikowane przez policję, na dekolonizujące się kraje Afryki Subsaharyjskiej oraz na upadek międzynarodowego ładu prawnego z koncepcją praw człowieka na czele – trudno mi nie myśleć o przypowieści o trzech przemianach z Tako rzecze Zaratustra Nietzschego.

Ta na wskroś suficka przypowieść dotyczy rozwoju duchowego. Sufi mówiliby o etapach rozwoju nafs. Inayat Khan w The Book of Peace pisze: „Ponieważ wszystkie wojny wynikają z działania nafs, wszelkie formy pokoju rodzą się z panowania nad nafs. Dotyczy to zarówno uniwersalnego, jak i indywidualnego punktu widzenia”. Oznacza to, że nafs — „ja” — nie jest tylko indywidualne, ale i zbiorowe.  Podzielam ten pogląd.

Morał historii o trzech przemianach brzmi: aby zbudować prawdziwe, wolne, autonomiczne „ja”, należy unicestwić to, które istniało dotąd. Należy „umrzeć przed śmiercią”, jak powiedzieliby sufi. Aby stać się dziecięciem, wielbłąd wpierw musi stać się lwem.

Może więc jednak mylił się w swym fatalizmie Hakim Bey, pisząc w Nowym nihilizmie, że „drapieżny kapitalizm wygrał”. Może „nie jest możliwa żadna rewolucja w klasycznym sensie”, ale możliwa jest rewolucja świadomości, dekolonizacja umysłów. To będzie długotrwały i trudny proces, który unicestwi świat jaki znamy.  Nazwijcie mnie utopijnym optymistą, ale głęboko wierzę, że to będzie lepszy świat dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych.


Nazwę wam trzy przemiany ducha: jako duch wielbłądem się staje, wielbłąd lwem; wreszcie lew dziecięciem.

Wiele jest ciężaru dla ducha, dla silnego jucznego ducha, w którym pokora zamieszka: wszystkiego, co ciężkie i najcięższe pożąda jego siła.

Cóż jest ciężkie? pyta juczny duch i klęka jako wielbłąd, aby go dobrze obładowano.

Cóż jest najcięższe dla was, bohaterzy? pyta juczny duch, abym to na siebie wziął i radował się sile swej.

Nie jestże to: siebie poniżać, aby swej wyniosłości ból sprawić? Pozwolić świecić swemu szaleństwu, aby móc drwić ze swej mądrości?

Nie jestże to: z własną wonczas rozstawać się sprawą, gdy ona zwycięstwo święcić poczyna. Na wysokie wspinać się góry, aby kusiciela kusić?

Lub może to: żywić się żołędźmi i trawą poznania i w imię prawdy na głód duszy cierpieć?

Lub może to: chorym być, a pocieszycieli odprawiać, z głuchymi przyjaźń zawierać, którzy nigdy nie usłyszą, czego pragniesz?

Lub może to: w brudną leźć wodę, jeśli taką jest woda prawdy, i zimnych żab oraz ropuch gorących nie odpychać od siebie?

Lub może to: kochać tych, co nami gardzą, do upiora rękę wyciągać, gdy ten straszyć nas zechce?

Wszystko to najcięższe bierze na siebie juczny duch i jako wielbłąd, co na pustynie podąża, tako śpieszy i on na swą pustynię.

Lecz na samotnej pustyni dzieje się druga przemiana: lwem staje się tu duch, wolność pragnie sobie złupić i panem być na własnej pustyni.

Ostatniego swego władcy szuka on tutaj: wrogiem chce mu być, jako i Bogu swemu ostatniemu; z wielkim smokiem chce się o zwycięstwo potykać.

Czymże jest ów wielki smok, któremu duch jako panu i Bogu ulegać nie chce? „Musisz” zwie się ów smok. Lecz duch lwa mówi „chcę”.

Złotolśniące „musisz” legło mu oto w poprzek drogi, — łuskowiec, na którego każdej łusce lśni się złote: „musisz”.”

„Tysiącletnie wartości lśnią się na tych łuskach. I tak oto przemawia najpotężniejszy ze wszystkich smoków: „Wszelka wartość rzeczy — ona na mnie błyszczy”.

„Wszelka wartość stworzonąć już jest, a wszelką stworzoną wartością — jam jest. Zaprawdę, nie powinno być więcej «ja chcę!»” — Tako mówi smok.

Bracia moi, na cóż potrzeba lwa w duchu? Czemu nie podoła jeszcze zwierzę, co samo w zaparciu i pokorze żyje?

Nowe tworzyć wartości — tego i lew nie dokona: lecz stworzyć sobie wolność nowego tworzenia — temu lwia potęga podoła.

Stworzyć sobie wolność i święte „nie” nawet o obowiązku: na to, bracia moi, lwa potrzeba.

Wziąć sobie prawo do nowych wartości — to najstraszniejszy łup dla jucznego i pokornego ducha. Zaprawdę, łupieżna45 to sprawa i drapieżnego zwierzęcia rzecz.

Jako swą największą świętość ukochał on niegdyś swe „powinieneś”: teraz oto musi dojrzeć szaleństwo i dowolność nawet i w najświętszym, aby swą wolność miłości swej wydrzeć: lwa do tego rabunku potrzeba.

Lecz powiedzcież mi, bracia, cóż zdoła dziecię, gdzie lew nawet nie podołał? Czemu lew drapieżny dziecięciem stać się jeszcze winien?

Niewinnością jest dziecię i zapomnieniem, jest nowopoczęciem, jest grą, jest toczącym się pierścieniem, pierwszym ruchem, świętego „tak” mówieniem.

O tak, do gry tworzenia, bracia moi, należy i święte „tak” nauczyć się wymawiać: swojej woli pożąda duch, swój świat odnajduje, kto się w świecie zatracił.

Nazwałem wam trzy przemiany ducha: jako duch wielbłądem się staje, wielbłąd lwem, wreszcie lew dziecięciem.

Tako rzekł Zaratustra. A bawił on wówczasn w mieście, zwanym „pstrą krową”.